Forum forum.ryki.pl
Szukaj Użytkownicy Grupy Profil Rejestracja Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj
Historyczne ciekawostki z naszego miasta
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16 ... 32, 33, 34  Następny
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum forum.ryki.pl > Wspomnienia
Zobacz poprzedni temat - Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
RyczAnka



Dołączył: 16.12.2007
Posty: 146
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 09.02.2008 21:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie pamietam ani kawy, ani bułeczek, ale od któregoś z rodziców chrzestnych dostałam mały ryngraf (?) z wygrawerowaną datą i dedykacją .

Przypomniało mi sie cos, w co nie bardzo wierzyłam, ale może ktoś potwierdzi, że tak było.
Moja Mama chodziła do szkoły do Domu Ludowego. Codziennie przechodziła ul 11-go Listopada (Poniatowskiego). Pamieta aptekę (dziś Zabka), którą prowadził Władysław Heinrych. Nazwisko sugeruje pochodzenie niemieckie, imię polskie. Kim był naprawdę?. W kazdym razie apteka była otwarta dla wszystkich mieszkajacych w Rykach i okolicy. Mama jak każde dziecko chętnie zagladała do środka. Żona aptekarza- Polka bardzo Ją polubiła, tym bardziej że sama była bezdzietna. Czesto zapraszała do środka i częstowała słodyczami. Ale moja Mama bała sie tam chodzic z powodu psa - buldoga, który należał do pp. Heinrych. I teraz - uwaga, uwaga ! Padło oswiadczenie, którego nikt jeszcze nie potwierdził - pies miał złotą koronkę na zębie ! Prawda, czy wytwór dziecięcej wyobrazni? Wierzyć ? Nie wierzyć ? Wspomnieć o tym warto.
W aptece pracowała Polka - panna Janina - nazwiska nie znam. Apteka funkcjonowała przez wojnę do 1944 roku. Pan Heinrych ? Nie wiem co się z nim stało. Ponoć została po nim żona, apteka i piekny dom na ul. Ogrodowej, w którym przez wiele lat było przedszkole. Dom przez jakis czas był wlasnością doktora Kopcia, ale to juz inna bajka ponoc tylko dla dorosłych. Smile
Czy ktos cos do tego doda?
Pozdrawiam.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Henryk M.



Dołączył: 17.12.2006
Posty: 622
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 10.02.2008 13:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pod koniec wojny Niemcy chcieli zburzyć młyn Skalskiego w Rykach.- Mieszkaliśmy w Rynku z ojcem usłyszeliśmy głośne wybuch w mieści. Jak się później okazało to z okolic Dęblina w pobliżu Zajezierza (ponad 15 km od Ryk) Niemcy strzelali na przemian z dwu dział dużego kalibru stojących na torach kolejowych. Pociski padały i rozrywały się ( kolejno na kierunku od Dęblina coraz bliżej młyna). Po drugiej stronie ulicy (gdzie dziś jest Policja) na Kanałowej, w Rynku, na Łąkowej burząc dom, w bagna Zalesianki w pobliżu mostu od strony stawu, przed i za młynem. Na pewno padały pociski do stawu Skalskiego. W młyn pociski nie trafiły i ocalał.

Zrobił się duży popłoch w śród mieszkańców i pośpiesznie uciekano z domów. Ojciec trzymał mnie za rękę i biegliśmy w kierunku ulicy Sadowej. (mama kilka miesięcy wcześniej zmarła) Przez most drewniany na Zalesiance widziałem jak mężczyzna niósł na rękach, krwawiącego chłopca, pokaleczonego odłamkami , który wcześniej przy moście na „jazach” siedział. i łowił rybki. Dalej gdzieś ( jak obecnie jest plac targowy) na głos ”świstu” przelatującego pocisku ojciec padając pociągnął i mnie na ziemię, broniąc się niejako od odłamków.

Zatrzymaliśmy się na końcu Sadowej u dziadka na polu. Widziałem błyski rozrywających pocisków na Rykach i też za każdym razem padaliśmy na ziemię. Po powrocie do domu z innymi chłopcami w Rynku z okiennic drzwi i okien wydłubywaliśmy małe kawałeczki odłamków. Przez spory czas bliżej strony wschodniej Rynku był wyrwany bruk po rozerwanym pocisku. ( Pamiętam też że nieraz pytano mnie a ja naśladowałem dźwiękiem pierwszy wybuch , gwizd przelatującego pocisku i drugi wybuch) Po latach słyszałem, że ludność złapała Niemca, który przez radiostacje kierował ogniem dział. Pozdrawiam
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Na p.s. dodaję obecnie tylko kilka słów z podobnego drugiego faktu. (po rozmowie ze znajomymi napisze więcej) Musiały być wystrzały czy może bombardowania, byłem u rodziny obok wiatraka ( dziś Dolnej) Mieszkańcy uciekali z Ryk tym razem uciekałem z ciocią Marią -siostrą mojej mamy a uciekaliśmy do Zalesia. Czytamy w historii że Ryki były wyzwolone 26 lipca 1944 roku przez 2 Armię Pancerną 1 Frontu Białoruskiego. Zastanawiam sie obecnie kiedy zgięli ci żołnierze radzieccy których pochowano w parku pomiędzy Warszawską a Pałacem... (po pewnym okresie czasu zostali przeniesieni do Garwolina)


Ostatnio zmieniony przez Henryk M. dnia 10.02.2008 22:22, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
halina



Dołączył: 28.07.2007
Posty: 231
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 10.02.2008 15:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W aptece pracowała p. Janina Kwiatkowska.Pan Heinrich miał psa żółtego ,może to był buldog,ale czy miał złotą koronkę?Chyba pies nie dałby sobie założyć koronki.Wydaje mi się ,że to doktor Kopeć zaczął budować dom na Jarmołówce i go nie dokończył.Wiem ,że to było na placu jakiejś kobiety ,ale nie wiem czy to Heinrychowej.Widziałam raz aptekarzową na ulicy(do kogoś ona przyjeżdżała) i mówiła,że często jeździ do Krynicy.

[ Dodano: 10.02.2008 17:57 ]
W związku z pytaniem p.Tomasza Niemirowskiego z 04.o2 07.0 dom E .Wojnowskiego .Na pewno ten dom przy starej mleczarni jest domem powstańca ,ponieważ mój dziadek używał określenia tego budynku "w domu Wojnowskiego".
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
RyczAnka



Dołączył: 16.12.2007
Posty: 146
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 10.02.2008 17:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Też tak myślę ( o psie Smile ). Ale napisałam jako ciekawostkę. Jednak ponoc na Warszawskiej, może nawet w tym duzym drewnianym domu, mieszkał bardzo dobry weterynarz (Żyd). Mój dziadek zawsze udawał się do niego jak miał jakis kłopot z koniem. Może to on był taki zdolny i wstawił tę koronkę ? Pies podobno był łagodny, a koronkę było widac jak ziewał. Laughing

Aptekarzowa przyjeżdzała pewnie do pani Sabiny Kasprzykowej , bo podobno była matka chrzestną Eli Kasprzyk. Albo do doktor Jagiełłowej ? Ja oczywiście podaję to co usłyszałam od starszych. Z całą pewnością słyszałam " Heinrychowa (Heinrichowa ?) odpisała dom Kopciowi". Ale to tez nie musi byc prawda . Moze tylko plac ?

Ale będąc przy temacie aptecznym , to apteka nie była jedynym miejscem gdzie mozna się było zaopatrzyć w leki. Na ul. Szkolnej już przed wojna istniał skład apteczny pani Jaworskiej (pózniejszej teściowej dr Mieczysława Wożniaka). Historia lubi sie powtarzać, ja też wracając ze szkoły lubiłam tam "zaglądać ". Wystrój tego miejsca pasowałby z całą pewnością do filmu "Znachor". Przeszkolene gablotki i lada z różnymi kremami, masciami, plastrami. Na półkach leki, na które nie trzeba było mieć recepty - niesmiertelne proszki od bólu głowy, a także inne potrzebne na rózne dolegliwosci. Termofory, gruszki gumowe róznej wielkości Shocked , termometry. Oprócz tego były też rózne maści i kremy - począwszy od wybielających . Woda brzozowa , pamietacie? Szamponów wtedy nie było, za to różne rodzaje mydełek. Była to więc jednocześnie drogeria - wtedy istniała taka nazwa . Pewnie za względu na luksusowe, a zatem drogie produkty. Musiały być bardzo kuszące, bo korzystałam z każdej nadarzajacej się okazji, aby tam pójść. Zresztą pani Jaworska (krąglutka, czyściutka) była tak miła, że czasami puszkiem z pudrem przejechała po moim nosie. Byłam wtedy bardzo zadowolona. Very Happy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
jagoda_z_Ryk



Dołączył: 25.03.2007
Posty: 39
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 10.02.2008 20:09    Temat postu: Historyczne ciekawostki z naszego miasta Odpowiedz z cytatem

Witam !
Z ogromnym zaciekawieniem czytam wszystkie wspomnienia z historii naszego miasta, bardzo dobry pomysł aby wszystko to co ocalało w pamięci i na fotografii naszych mieszkańców zebrać i wydać w postaci książki.
W latach sześćdziesiątych była wydana książka z okazji ....lecia ( nie pamiętam którego) Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska" w Rykach.
Pamiętam jeszcze okładkę, zielona z białymi literami, byłam wówczas kilkuletnią dziewczynką. Pisze o tym ponieważ może ktoś ma tą książkę, a może jest w biblioteczce w GS, a tam było bardzo dużo interesujących faktów z historii Ryk i okolic. Pozdrawiam.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
halina



Dołączył: 28.07.2007
Posty: 231
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 11.02.2008 9:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tak, akurat mam taką książkę wydaną w 1958 r.Jest tam dużo informacji,ale niektóre podane dość ogólnie.Obecnie jest wydanych kilka książek dotyczących historii Ryk.W tym roku jest 100 lat Spółdzielni i tez coś ma być wydane.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Henryk M.



Dołączył: 17.12.2006
Posty: 622
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 11.02.2008 10:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam. Na 50 lecie Spółdzielni w Rykach fotografowałem uroczystość przed Pałacem (używając całej "folki" 36 klatek). Obecnie problem z odszukaniem negatywu dlatego, że mało rolek mam opisanych. Planuję kolejny raz przeglądać filmy... Myślę, że odbitki z fotografowania dawałem do Zarządu. Prezent z Warszawy Spółdzielnia otrzymała telewizor (czyli wyjaśnia się że pierwszy telewizor posiadał Rodak H. (fryzjer) w 1957/58r. przed uroczystością Spółdzielni, (różnica miesięcy) a fotografie przy telewizorze Rodaka i siebie mam jak kupiłem lampę błyskową w 1961r). ... Pozdrawiam
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
cygan



Dołączył: 18.09.2007
Posty: 363
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 11.02.2008 22:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

RyczAnka napisał:
Też tak myślę ( o psie Smile ). Ale napisałam jako ciekawostkę. Jednak ponoc na Warszawskiej, może nawet w tym duzym drewnianym domu, mieszkał bardzo dobry weterynarz (Żyd). Mój dziadek zawsze udawał się do niego jak miał jakis kłopot z koniem. Może to on był taki zdolny i wstawił tę koronkę ?


Aż do lat 60-tych,między domem pp.Leszków a pp.Jarnickich, stał na ulicy Warszawskiej (kiedyś Św.Leonarda),równolegle do ulicy,dom drewniany pp.Ostałowskich z wysokim dachem i gankiem. Rosły przed nim dwa stare,wielkie jesiony.Od domu pp.Jarnickich,których dom stał nieco dalej od ulicy.było również wejście.

Przed wojną mieszkała w tym domu rodzina żydowska Konigsbergów: Konigsberg Izydor(pochodził z Tarnowa),przezywany „mamutem”, był weterynarzem i kierownikiem rzezni („szlachtuza”) w latach 1934-36.Jego żona Felicja (warszawianka)była bardzo znaną i lubianą w Rykach dentystką.Mieli dwóch synów:Waldemara i Józefa.

W czasie likwidacji getta potraktowano tą rodzinę „trochę” lepiej bo dano im podwodę w odróżnieniu od innych,zwykłych Żydów,których pędzono pieszo do Dęblina.
Oboje rodzice zginęli w Treblince w 1942 roku.
Wyposażenie gabinetu dentystycznego sprzedano jednej z ryckich dentystek a w domu mieszkały kolejno rodziny m.in.Jędrychów,Zawadzkich, Grzybowskich i Mejerów

Dodano: 11.02.2008 23:47
rys napisał:
A jeszcze pedziły samochody przez nasze miasto,było to wieczorem,może był to rajd dookoła Polski nie pamietam dokładnie .


Rys napewno pamięta start do rajdu Monte Carlo w roku 1968.Załogi startowały wtedy 19 stycznia o godzinie 24 z ośmiu miast europejskich w tym również i z Warszawy ,chyba sprzed Pałacu Kultury. Do Ryk dojechali po pierwszej.
Jechał wtedy Sobiesław Zasada z pilotem czerwonym samochodem Porsche 911.

Było bardzo dużo śniegu a także dużo czekających ludzi na ulicy Warszawskiej.Przez Ryki przejechali bardzo szybko ale ...opłacało się stać i czekać.Pamiętam kontrolowany poślizg koło starej poczty.
Zasada wtedy rajdu nie dokończył ponieważ przed ostatnim kołem w Monte Carlo otrzymał telegram o śmierci ojca.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Henryk M.



Dołączył: 17.12.2006
Posty: 622
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 12.02.2008 20:37    Temat postu: "p.s." do wcześniejszego tematu o witrażach Odpowiedz z cytatem

"P.s." do wcześniejszego tematu o witrażach w kościele....Dziś z negatywu 6x6 wykonałem tradycyjną metodą sporo odbitek a dwie skanowałem i są w linku.
Proszę klikać na link do zdjęcia
http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=3733a1ec03697d5a

Dodano: 12.02.2008 20:41
Proszę klikać na link do zdjęcia
http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=d09d22e1cff8543f
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
RyczAnka



Dołączył: 16.12.2007
Posty: 146
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 12.02.2008 20:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wspomniałam o moim dziadku Feliksie i przypomniała mi sie kolejna historia związana z latami wojny. Okupant niemiecki nałożył na rolników kontyngent, czyli obowiazkowe dostawy płodów rolnych, które miały byc dostarczane nieodpłatnie w okreslonym czasie i okreslonej ilości. Nie wszyscy jednak, z różnych względów, wywiazywali sie z tego nakazu. Aby wymóc dostawy brano zakładników. Dziadek stał się (nie wiem w którym roku) jednym z nich. Ponieważ wymagana ilośc zboża,ziemniaków, czy tez innych płodów nie została dostarczona- dziadek i pozostali mężczyżni zostali spałowani. Zostali tak strasznie pobici, że nie mogli wrócic do domu o własnych siłach. Dziadka jeden z synów przywióżł na wozie. Nie mógł chodzić, całe plecy i lędzwia miał granatowe. Ponieważ minął kolejny termin dostaw bez rezultatu - tych samych zakładników wezwano na kolejne bicie. Nie wiem czy wszystkich, ale dziadka tak.
Rodzina zdawała sobie sprawę z tego, że Feliks nie przeżyje drugiego pałowania. I wtedy za ojca poszedł syn - Edward. Wrócił równiez w strasznym stanie . Babcia miała dwóch dorosłych mężczyzn - bezsilnych jak dzieci, którzy nie mogli ruszyć sie o własnych siłach. Owijani byli lnianymi prześcieradłami moczonymi w occie, co miało zmniejszyc ból i pomóc w szybszym "wchlonieciu" krwiaków. Nie wszyscy jednak mieli zastępstwo, wiem że zmarł p.Krupiński z Brzezinki, który był dwa kolejne razy (tak jak dziadek) wyznaczony na zakładnika. Najsmutniejsze jest to, że typował pracownik gminy, Polak .
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Henryk M.



Dołączył: 17.12.2006
Posty: 622
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 13.02.2008 10:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam. Poprzednie wspomnienie zakończone że za czasów okupacji w "gminie typował Polak" ciekawe czy był zmuszany do tych czynności. Nadmienię, że ja słyszałem o sołtysie z Borku z tego okresu... Do tego bardzo przykrego tematu powrócimy... Obecnie dwie propozycje do "cygana" i nie tylko o podzielenie się wyczytanymi i usłyszanym faktem zamordowania na Zamku w Lublinie ryckich mieszkańców o poglądach lewicowych. Miałem możliwość przez chwilę przeglądadania książki u rodziny jednego zamordowanego na Zamku przez wrzucanie granatów do cel. W książce widnieją wszystkie nazwiska ... Drugi temat w.g uznania ...

(Proszę o opisanie z opowiadań temat to "knajpa tylko dla Niemców" w której między innymi załatwiano "wykupywanie" wielu mieszkańców z aresztów, między innymi mojego teścia... Niedawno słyszałem, że nie należy żle opowiadać o właścicielce knajpy. Za to że dużo dobrego robiła ta pani dla Polaków... Dodaję że nie było zamachu na życie tej pani przez ludzi z "żadnej strony"... Natomiast ja planuję opisać i zamieścić zdjęcia o policjancie -akowcu Kundziczu) Za chwilę kolejny dzień zabiorę się do wykonywania odbitek szczególnie z szerokich filmów z których na mieście nie zrobię. Korzystam z przeterminowanego papieru, który jak wiedzą fotoamatorzy że jest mniej kontrastowy, ale jak planuję troszkę da się poprawić na skanerze.) Pozdrawiam
http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=91e28734cda6f250
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
RyczAnka



Dołączył: 16.12.2007
Posty: 146
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 14.02.2008 19:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dowiedziałam się, że Izydor Konigsberg, nie tylko leczył zwierzęta w mieście, lecz także wyjezdzał często do pobliskich wiosek. W tym celu brał woznicę z wozem z Ryk . Czasem jezdził z nim mój dziadek, lub któryś z wujków - Stanisław albo Lucjan.

Lucjan podobno ostatni raz widział Izydora Konigsberga w Stawach, dokąd pojechał po liście ( liście były chyba potrzebne do ocieplania domów- właściwie nie wiem dokładnie), a może po drewno. I tam wsród grupy Zydów grabiacych w lesie te liście rozpoznał weterynarza. Nie miał przy sobie nic, czym mógłby go wspomóc , nie mógł tez rozmawiać. Ale na drugi dzień zabrał ze sobą chleb, choć wiedział czym to grozi. Niestety, grupy Żydów już nie zastał.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
cygan



Dołączył: 18.09.2007
Posty: 363
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 14.02.2008 20:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

O ile dobrze pamiętam z opowiadań powojennych to p.Krupiński nie zmarł ,ale został zastrzelony przez innego mieszkańca Ryk na ul.Łukowskiej, przed szynkiem Sadury.Było to rozliczenia się z wzajemnych porachunków w myśl zasady:”oko za oko, ząb za ząb”.

[ Dodano: 14.02.2008 21:38 ]
W ramach szukania śladów Ryk w literaturze polskiej, chciałbym polecić młodym uczestnikom forum (starsi napewno znają) książkę Janusza Meissnera „Opowieść pod psem (a nawet pod dwoma)” .Autor, opisuje tam obszernie przedwojenne polowania w Rykach z p.Mieczysławem Skalskim.Pisze na stronie 43:

„Jeszcze tego samego wieczora przeszliśmy z Mietkiem na „ty”,a nazajutrz o świcie odstawiłem go samolotem do Ryk,lądując na pastwisku opodal młyna.(Oficjalnie był to lot na „próbę powietrza”.Wróciłem zresztą przed apelem porannym”)str.43

Takich lądowań na Jankowszczyźnie było chyba więcej.Niestety jedno skończyło się tragicznie.6-tego lutego 1930 roku podczas startu z Jankowszczyzny rozbił się samolot Morane z załogą: por.pil.Teodor Bączkowski i por.obs.Skalski Bronisław.Bączkowski był znanym przed wojną pilotem instruktorem.Tak więc również i historia polskiego lotnictwa otarła się o Ryki.
Pozdrawiam
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Henryk M.



Dołączył: 17.12.2006
Posty: 622
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 14.02.2008 22:19    Temat postu: obecnie wykonana "odbitka" wczeeśniej opisy... Odpowiedz z cytatem

Foto z wieży kościoła. Wcześnie opisywane; wejście do sali kina. Wieża strażacka. Szkoła Podstawowa Nr. 1 w budowie. Pozdrawiam
/ do powiększenia proszę klikać na zdjęcie/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
halina



Dołączył: 28.07.2007
Posty: 231
Ostrzeżenia: 0/5

PostWysłany: 15.02.2008 15:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zdjęcie Henryka to jest z 1957 r.?Szkoła była oddana do użytku na początku grudnia 1958 r.Budynek kina to jeszcze przed pierwszym remontem.Wieża strażacka to nieodłączny element tego miejsca. Ja pamiętam ,że tu gdzie teraz dworzec PKS był ogród PGR ,a w nim cieplarnia ,gdzie kupowało się ziemniaki i warzywa.Od ulicy Warszawskiej była furtka, od której do cieplarni prowadziła ścieżka obsadzona żywopłotem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum forum.ryki.pl -> Wspomnienia Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16 ... 32, 33, 34  Następny
Strona 15 z 34

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Forum oparte na phpBB © 2001, 2005 phpBB Group